Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglądarki.


artykułach i komentarzach w komentarzach

Losowe zdjęcie

Modlitwa Inna Niż Wszystkie
Przeszczepiać, transplantować organy, tak, czy nie?

Przeszczepy, transplantacje organów tkanek zyskują coraz więcej zainteresowania, zwolenników, szczególnie jeśli ktoś ma w rodzinie kogoś chorego, potrzebującego. Przeciwników także nie brakuje.
Przyjrzyjmy się bliżej jak jest z tą transplantacją organów, tkanek. Zastanówmy się również, czy transplantacja ma wpływ na nas/innych, a jeśli tak to, jakiego rodzaju wpływ na dawców/biorców ich rodziny, społeczeństwo, na energetykę naszych/cudzych ciał, naszej duszy w obecnym wcieleniu, oraz następnej osobowości naszej duszy w następnym wcieleniu.
Osobiście uważam, że ma to bardzo duży wpływ, choć może nie odrazu zauważalny, może nawet nie w tym życiu, ale skutki są bardzo duże na wielu płaszczyznach.
Postaram się to przedstawić w tym artykule.
Wielu uważa, że poprzez transplantacje, wymianę chorych organów na "zdrowe", ludzi jest ratowanych przed śmiercią.
Dostali "nowe organy", znaleźli "dawcę", uczynili największy akt miłosierdzia, jaki człowiek może dać, ofiarować bliźniemu, ratując komuś życie, czy jest tak naprawdę?
Jestem osobą, która korzysta z darów Boga i używam na wszystkie sposoby moich zmysłów, a szczególnie do badania wszystkiego dookoła siebie, jak również i tematu przeszczepianie, transplantacje narządów.
Co naprawdę kryje się pod "przykrywką" podobnego aktu miłości dla drugiego człowieka?
Sama przed wieloma laty zastanawiałam się, kto tak naprawdę decyduje o moim życiu, co się w nim ma wydarzyć, jak długo mam żyć. Czy ja sama, czy ktokolwiek inny ma wpływ na długość mojego życia, a może jest Bóg lub są jakieś wyższe siły, które decydują o tym?
Powracając do tematu transplantacji organów. Jeżli chce się coś poznać trzeba wejść głębiej w temat tylko przyjmowanie tego, co nam się mówi, pokazuje to jest przynajmniej dla mnie zbyt mało wiedzy i konkretów. Ja rozpatruję zagadnienie z różnych stron( etycznej, moralnej, duchowej, energetycznej, jaki to ma pływ na mnie/innych itd). Najbardziej interesuje mnie strona duchowa, ponieważ o niej się mało mówi, uwzględnia , a także co dzieje się z nieśmiertelną duszą jak ona reaguje na zabiegi transplantacyjne, oddawanie (przez dawcę) i pobieranie( przez biorcę) organów. My ludzie zaniedbujemy duchową stronę naszego życia, dlatego często brak nam zadowolenia, radości z życia.
Wielu myśli, że żyje tu na ziemi za karę, aby się męczyć i cierpieć.
Powiem krótko, co posiały w przeszłości (poprzednie osobowości własnej duszy) to teraz my zbieramy w obecnym życiu, jako obecna osobowość.
Poruszanie tego tematu wprawia wielu w zakłopotanie i zadumę. Wielu nie chcą o tym rozmawiać, są tego różne powody. Często brakuje wiedzy, rozeznania w tym temacie, lęk, strach, odrzucenie reinkarnacji, prawa karmy(prawa przyczyny i skutku)
Znamy wszystkich sąsiadów ich rodziny, ludzi dookoła siebie, ich zalety, wady, upodobania, żyjemy życiem innych, a samych siebie po prostu nie znamy.
Jestem osobą, która myśli "samodzielnie" i po swojemu, obserwuję, wysłuchuję innych, ale nie przejmuję czyiś opinii jeżeli sama nie przekonam się do czegoś, jeśli nie poznam tematu.
Jak jest z tymi dawcami, od których organy zostały pobrane, niby już martwych dawców, którzy dają innej żyjącej osobie biorcy, czy nie jest to tak, że zostali uśmierceni, aby przedłużyć życie komuś drugiemu, który nie wiadomo, czy przeżyje transplantacje, czy ciało biorcy przyjmie organ dawcy, komplikacje po przeszczepieniu itd.
Pytań jest wiele.
Większość ludzi myśl, że serce, wątrobę pobierane są od zmarłych ludzi. Jak od zmarłego człowieka można wziąć wątrobę, serce, przecież ono także jest już martwe, czyli bezużyteczne dla biorcy, bo on potrzebuje „żywy" organ. Ja także tak myślałam dopóki nie weszłam w ten temat głębiej i nie zapoznałam się od strony medycznej, jak to wygląda.
Organy można pobierać od żyjących dawców, nawet, jeżeli nastąpi tylko krótka przerwa w jego życiu, to on nie może być już dawcą. Gdy lekarze uznają, zdiagnozują śmierć pnia mózgowego, wtedy może pobrać od niego organy. Czy komisja lekarska, (która musi się składać z 3 lekarzy) jest pewna, że pacjent nie żyje, czy maszyny mogą to sprawdzić, potwierdzić zgon? A co jest z pacjentami, którzy po wielu latach leżenia w comie i po latach powracają do życia?
Pytam siebie czy my, jako ludzie nie wkraczamy w obszary, które nie są naszymi obszarami. Czy nie należą one tylko do Boga?
Lepiej zostawić to Bogu, który najlepiej wie, co dla nas jest korzystne, a co nie, po co nam nowe uwikłania, lepiej zajmijmy się usuwaniem starych.
Osobiście wierzę, że modląc się do Boga z głębi serca, każdy chory może otrzymać uleczenie, bez przeszczepiania sobie obcych narządów, tkanek.
Czy nie zachowujemy się jak bogowie i decydujemy o życiu i śmierci innych, czy nie przekraczamy granic, których przekroczenie może oznaczać dla nas klęskę, zagładę?
My ludzie, jak dalece możemy wkraczać, bez ponoszenia konsekwencji i decydować o śmierci jednych, dla ratowania życia drugich.
Nie zawsze nam się przedstawia "całą" prawdę, bo czasami jest ona szokująca, ale prawda jest prawdą i nie można jej przed ludźmi ukrywać.
Najlepiej byłoby zapobiegać chorobom zanim się ona pojawi, to nie trzeba byłoby wymieniać swoich narządów.
Są i karmiczne przyczyn naszych chorób. Niewidoczne moce naszej własnej karmy, tworzą, kształtują, przekazują i odradzają w każdym następnym życiu nową osobowości naszej własnej duszy, która przejmuje wkodowuje w siebie wszystkie informacje, które dusza "przekopiowała" z ciała umierającego swojego poprzedniego awatara.
Następnie przy kolejnym odrodzeniu się na ziemi odbywa się jakby "wgrywanie" tego do nowego ciała, które dostosowuje się do nowej osobowości. Dzieje się to już w łonie matki, gdzie organy zaczynają się tworzyć, gdy ciało zaczyna się kształtować. Nasze ciało jest budowane, tworzone przez naszą karmę, przez karmiczny zapis w naszej duszy.
Wydaje mi się, że Bóg" modeluje nas, kształtuje, szlifuje" właśnie poprzez naszą osobowość.
Dlatego, naprawdę potrzebujemy własne organy, aby nic nie "zabrakło" energetycznie w nowo rodzącym się ciele ziemskim.
Wracając do naszych chorób z własnego doświadczenia wiem, że chorobę trzeba zrozumieć, a nie z nią walczyć, wypierać jak wielu propaguje i głosi.
Jeżeli przychodzi do nas choroba, to ona "mówi do nas", chce zwrócić na coś naszą uwagę, na jakąś nieprawidłowość w naszym sposobie podejścia do samych siebie, niewłaściwych, starych wzorców myślenia spojrzenia na innych ludzi, świat.
Osobiście wiem, że także i moja własna dusza w ten sposób komunikuje się ze mną, poprzez moje hormony i organy, w których znajduje się wiele informacji, zapisów, emocji, przeżyć, ran psychicznych i fizycznych z poprzednich wcieleń mojej duszy, jej osobowości. Daje mi "kopniaczki" abym zerknęła, zechciała popatrzeć na dany organ, stan ciała, kości, emocje, które są w danym organie zgromadzone, zapisane. Jeżeli nie reagujemy na symptomy, to po jakimś czasie pojawia się ból, wiadomo jak coś boli to dopiero reagujemy. Na symptomy zazwyczaj nie mamy czasu, praca, dom, obowiązki, nasze lenistwo, niewiedza itd. Lista jest długa, dlaczego nie mamy czasu dla siebie i swojej własnej duszy nie wspomnę o Bogu, niestety dla Niego także brak jest nam czasu. W konsekwencji przychodzi ciężka choroba.
Dusza pragnie uleczenie, uwolnienia się od tego, co jest obciążeniem, wielkim hamulcem na jej drodze powrotu do Boga.
Wracając do śmierci i oddawania swoich organów do transplantacji.
Podczas rozpatrywania przeze mnie, różnych możliwości sama postawiłam siebie w rolę dawcy i biorcy, członków ich rodzin. Starałam się spojrzeć ich oczami na ta tematykę, zagadnienie, jak i moje rozmowy z ludźmi.
Wielu z nich mówiło, że jako biorca, na pierwsze miejsce wysuwa się u wielu strach przed śmiercią, który w moich oczach jest najbardziej punktującym na liście, dlaczego ludzie chcą przyjąć przeszczep chorego organu. Nasze kurczowe trzymanie się życia za wszelką cenę. Jak to powiedział Seneka, „kto nie chce umrzeć, ten nie chce także żyć". Ego broni się przed śmiercią i podsuwa różne sposoby, metody na jego przedłużenie.
Byli i tacy moi rozmówcy, którzy mówili, że przyszedł czas, aby zejść z tego świata, więc niech się dzieje wola Boga. Inni mówili, że może dusza zdecydowała, że już niczego więcej nie osiągnie i "zdejmuje" swojego awatara z życia ziemskiego.
Czy my rozumiemy, co się dzieje w świecie duchowym, w świecie dusz? Czy nasza karmiczna przeszłość ma jakiś wpływ na naszą śmierć jej rodzaj, czas, miejsce? Czy nie jest to "sztuczne", podtrzymywanie życia, którego nie jesteśmy w stanie przedłużyć, odwrócić nadchodzącej śmierci?
Czy nie trzeba nam po prostu zaakceptować woli Boga, a może ON da nam uzdrowienie, jeżeli przyjmiemy, chorobę, zrozumiemy ją, poznamy podłoże duchowe i psychiczne naszych chorób, dolegliwości?
Może Bóg poprzez chorobę chce, abyśmy powrócili, ponownie znaleźli drogę do Niego, wiadomo "Jak trwoga, to do Boga"
Nasze choroby są często chorobami, bolączkami naszyj duszy, a także mają karmiczne przyczyny. Dlatego nawiązanie kontaktu z własną duszą jest bardzo ważne. Wspólnie z nią możemy zwrócić się do Boga o uzdrowienie. Tylko ON może tego dokonać.
Czy mamy, więc prawo wkraczać i decydować o przedłużeniu, skarceniu, przyspieszenie, opóźnieniu śmierci? Czy potem nasza dusza nie ponosi konsekwencji za to, a ściślej mówiąc jej następna osobowość w kolejnym  ziemskim wcieleniu, jeśli manipulujemy  swoim życiem i śmierci?
Kto o tym tak naprawdę decyduje, my ludzie, czy Bóg?
Czy my poprzez nasze narzucanie własnej woli nie działamy przeciw, woli Boga naszego Stwórcy, woli naszej własnej duszy?
Czy my naprawdę nie potrzebujemy naszych organów i jak ostatnie hasło, które przeczytałam gdzieś w Internecie: " Nie zabierajcie swoich organów do nieba, tam wiedzą, że one potrzebne są na ziemi". Te słowa sprawiły, że postanowiłam napisać na  temat oddawania do przeszczepu swoich/cudzych organów innym.
Samo to, że organy pobiera się od osób jeszcze żyjących, choć wielu jest przekonanych, że ludzie ci już umarli, także tak myślałam, ale jak od zmarłego człowieka można wziąć serce, przecież ono także jest już martwe, czyli bezużyteczne dla biorcy, bo on potrzebuje „żywy" organ.
Pobieranie organów od jednej osoby, rzekomo już nieżyjącej, martwej, dla innej jeszcze żyjącej, nie wiadomo jak długo osoby, czy to nie jest czekanie na śmierć jednego, aby ratować, przedłużyć życie drugiemu, który nie wiadomo, czy przeżyje transplantacje, czy nie będzie komplikacji odrzucenia organu przez ciało biorcy, czy innych komplikacji, które następują po przeszczepach.
Pomijając już ta kwestię, wielu powie, przecież żyjemy w cywilizowanym świecie trzeba wykorzystywać postępy w medycynie, czy jakiś człowiek zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie takie postępowanie może ściągnąć na ludzkość?
Myślę, że wielu jest świadomych i wie, że ma to duże konsekwencje, skutki naszego działania.
Przyjrzyjmy się samemu procesowi zabrania organu z naszego ciała, co to dla nas oznacza, jako dawcy?
Nasze dusze, odradza się ponownie, bo dusza jest nieśmiertelna, a jej nowa osobowość dostaje wszystko z pola morfogenicznym, co pozostało po poprzednich osobowościach duszy.
Każdy organ ma swoją pamięć w nim są zakodowane emocje, najwięcej w sercu, wątrobie, nerkach naszych kościach. Tam znajdują się bardzo ważne informacje, zapisy ze wszystkich wcieleń naszej duszy. Każda osobowość zapisuje coś ze swego poprzedniego życia w organach. Nasze ciało "nasiąknięte” jest cennymi informacjami, bardzo potrzebnymi informacjami, nie tylko na to życie, ale i na następne.
Jeżeli oddamy własne serce, czy nie "wykasujemy", czegoś z siebie jakiś ważnych informacji, danych o sobie samym, której następna osobowość, będzie potrzebowała, a jej nie będzie w następnym ciele fizycznym.
Jak będzie funkcjonowała reszta narządów w następnym życiu, jeżeli jeden z nich został wycięty?.
Przeszczepiając serce innego człowieka, wprowadzamy do swojego ciała obce informacje, emocje, które są obce dla nas.
Jeżeli pamięć jednego organu nie będzie właściwa , zgodna z innymi organami, jak będą reagowały inne
Wydaje mi się, że dusza ludzka cierpi jak się zabiera z jej ciała organy.
Często organy nie są przyjmowane przez ciała biorcy, są oderzucane. To poprostu jest "obronny" odruch duszy, która chce zapobiec na wszystkie możliwe sposoby, aby wszczepiono w jej ciało, coś "obcego"?
Dla mnie sama myśl, że ktoś miałby w swoim ciele moje serduszko, czy inne organy napawa mnie przerażeniem.
Może to reakcja duszy, która zna konsekwencje takiego zabiegu, a może nawet oznaczy to jej unicestwienie.
Jaką karmę za takie postępowanie otrzymałaby nowa osobowość mojej duszy. No a jak się to przedstawia dla biorcy?
Przeszczepianie, transplantowane organy mają wpływ na nasze/cudze polem świadomości.
Wszystkie zapisy odnoszą się nie tylko do ciała fizycznego, są połączone z naszą psychiką, umysłem, ciałami subtelnymi.
My nie mamy pojęcia, nie zdajemy sobie sprawy, co sobie i innym tak naprawdę czynimy. Nie mamy pojęcia o duchowej świadomości ciała, naszym polu świadomości.
Dusza wcielająca się w następne ciało buduje go, tworzy na podstawie zapisów, które zostały wpisane w ciała subtelne, duchowej świadomości, polu morfogenicznym.
Wszystko jest zapisane w naszej duszy, która podczas naszej śmierci jak komputer wszystkie zapisy ciała fizycznego przekopiowuje do siebie, wszystkie nasze emocje, przeżycia, doznania, doświadczenia.
Wydaje mi się, że jeżeli czy jako lekarz, czy inny "pomocnik", który skraca życie, „ pomaga „odejść duszy, chce ulżyć w cierpieniu drugiemu człowiekowi, bierze na siebie jego karmę, choroby i dochodzi mu jeszcze uśmiercenie człowieka i w ten sposób dodatkowo obciąża swoją własną duszę.
Kiedyś ludzie wiedzieli, że niedługo umrą, przygotowywali się do tego świadomie, nikt im nie "przeszkadzał" odejść z tego świata, tak jak to teraz ma miejsce. Sztuczne przedłużanie życia, połykanie tabletek itd.
Czytając opisy śmierci klinicznej często czytamy, że ludzie opisują wychodzenie duszy, oddziela się od ciała, które przebieg spokojnie, w zależności od rodzaju śmierci. Podczas tragicznych wypadków, może się stać, że dusza w brutalny sposób zostaje "wyrwana", oddzielona od ciała, a co się z dzieje z duszami podczas wycinania, pobierania i przeszczepiania organów?
Także przyjmowanie cudzej krwi, transfuzje nie pozostają bez konsekwencji dla duszy w obecnym jak i jej nowej osobowości w następnym wcieleniu.
Podsumowując, w moim ciele tylko Bóg Stwórca może przeprowadzać" remonty”, zmiany i nikt inny.
Ja wspólnie z moja duszą całą nasza istotą oddałyśmy się całkowicie Bogu i Jego woli. Tylko Bóg wie, co jest dla nas najlepsze, co jest dla naszego najwyższego dobra.
Przed laty jako młoda osoba zrozumiałam i uświadomiłam sobie, ze Bóg jest pełen miłości dla swojego stworzenia i otacza nas opieką, wspiera nas w naszej ziemskiej wędrówce. Bóg jest dla mnie najważniejszy w moim życiu. Zrozumiałam, że to właśnie ON decyduje o ponownych narodzinach mojej duszy i śmierci jej awatarów.
Chodziłam także swoimi drogami, aby doświadczać teraz jestem z własną moją Duszą na etapie powrotu do Boga.
Jesteśmy wdzięczne Bogu, że dał mi i mojej duszy szansę w obecnym życiu na powrotu do siebie.
My także mamy na swoje życie, poprzez nasze myśli, uczynki, podejście do siebie innychludzi, istot oraz  świata.
Mamy także wielu którzy są panami życia i śmierci, tak im się wydaje że za pieniądze mogą przydłużyć sobie perę lat życia i wszczepić po prostu nowy organ.
Dla mnie ostatnie słowo ma zawsze Bóg i ON o wszystkim decyduje.
Ja zawierzyłam, zaufałam Bogu Jedynemu, Stwórcy. On wie najlepiej, co czynić jak czynić, pozwalam, aby mnie i moją kochaną Duszyczkę prowadził wedle Bożej woli.
Nie wkraczam tam, gdzie Bóg działa. Bóg działa kompleksowo, wedle swojej woli, w najodpowiedniejszym czasie.
Bóg działa dla mojego i mojej Duszy, naszej całej istoty najwyższego dobra, oraz dobra najwyższego innych innych istot.
Jesteśmy wdzięczne razem z moja Duszą za to, co każdego dnia otrzymujemy od Boga, za Boga dobroć, łaskę, cierpliwość, miłość do nas i całego stworzenia.

Perła Małgorzata


Dodano : 04-09-2016 Przez: s_majda Przeczytano: 1197 razy
Komentowanie możliwe jest dla osób zalogowanych.